Pozycjonowanie nie ma sensu w e-commerce



Dość kontrowersyjna teza, która wygłosił na swoim blogu Marcin Balawajder. Jak się pewnie domyślacie – nie zgadzam się!

Zamiarem Marcina było zapewne wzbudzenie poruszenia i nakłonienie do dyskusji na temat rosnącej konkurencji (a co za tym idzie cen) w obszarze SEM. Swoje zdanie wygłosiłem w komentarzu do wpisu Marcina. Kopiuje także tutaj (zachęcam do przeczytania zarówno wpisu Marcina jak i moich uwag):

#1
Ten sam argument możemy podnieść co do merchandisingu, neuro marketingu. 100% pewności nie ma ale są pewne przesłanki aby wierzyć, iż postępowanie według określonych reguł zwiększa prawdopodobieństwo iż klient kupi dany produkt. Podobnie optymalizacja i

#2
To samo można powiedzieć o mailingu, spotach reklamowych, PR’e itd bannerach reklamowych itd. Z tym, że jakoś do klienta trzeba dotrzeć – nim stworzy się markę sklepu i klienci sami zaczną go polecać. A nawet jak zaczną to trzeba im się przypominać i odświeżać pamięć.
Argument nr 2 kwestionuje reklamę w ogóle…

#3
Dokładnie. Z tym, że układanie ciuchów to merchandising (ktoś już jest w sklepie), a pozycjonowanie to reklama (większy banner przy uczęszczanym deptaku, reklama na 1 stronie gazy a nie ostatniej itd.)

#5
Popieram i polecam:
http://plutecki.net/2010/05/strategia-google-nie-kop-sie-z-koniem/

#6 i #7
Podobnie jak jest określona ilość reklam podczas Superbowl. Tu znów polecam wpis z pkt 5.

#8
Ciężko powiedzieć jak biznes zmieni się za kilka lat. Na pewno istnieje problem ilości reklam vs 1 strona wyników. Ponieważ jest to problem nie tylko organica ale i Adwords wierze, że Google coś wymyśli.

#9
Wydaje mi się, iż długi ogon częściowo rozładowuje problem. Dany sklep – nawet jeśli to jest Komputronik czy Agito ma ograniczoną możliwość specjalizacji w 10 tys produktów. Po prostu product managerzy negocjują z klientami rabaty na dany produkt. Informują (szkolą) sprzedawców i na dany produkt/grupę można się promować w długim ogonie.

Klient który szuka „Laptopy Toshiba” a nie „Laptopy” jest zainteresowany sprzedawcą, który ma dobrą ofertę i know how na temat produktów Toshiby. Nie interesuje go wciskanie laptopów Acera.

Nie do końca rozumiem cel tego posta. O ile zauważa on pewne problemy wynikające z coraz bardziej zapchanego SEM (po prostu rosną ceny medium) o tyle rozwiązania i wnioski według mnie są co najmniej dyskusyjne.

Ja polecam wszystkim badanie ROI i na bazie tego ‘mądre’ decyzję dotyczące SEM:
http://plutecki.net/2009/01/do-kiedy-warto-inwestowac-w-e-marketing/


Tagi: , , , , ,

Czytaj także:

Komentarze = 9 do “Pozycjonowanie nie ma sensu w e-commerce”

  1. Marcin Balawejder 17 czerwca 2010 at 12:15 #

    @Łukasz

    po prostu doszedłem do wniosku, że każdy sposób dotarcia do nowego Klienta w którym występuje wyścig zbrojeń, licytacja i owczy pęd okazuje się nieskuteczny i drogi. Tak jak w sprzedaży soków i wędlin producenci schodzą z jakością do granicy krytycznej, w porównywarkach sklepy z ceną w dół zbliżają się marżą do zera, tak w niektórych sposobach promocji ( np. SEO, SEM) gdzie te same czynniki występują tylko w drugą stronę ( walka o pozycję, podbijanie stawek ) osiągają powoli granicę opłacalności sprzedaży bo przez licytację np. w Adwords dochodzą do stawek, które zżerają im całą marżę. Sami się nawzajem zarzynają. Koszt pozyskania Klienta np. 25PLN z Adwordsa wynika z podbijania przez konkurencję a nie z rzeczywistego kosztu jego pozyskania. To już jest paranoja. np. w mailingu to zupełnie inna historia, ale o tym w innym wątku. Rozkminiam każdy sposób zdobycia Klienta i znalazłem kilka w których nie występuje sztuczne pompowania kosztów w walce konkurencyjnej.

  2. Łukasz Plutecki 17 czerwca 2010 at 13:24 #

    @Marcin

    Oczywiście trzeba liczyć ROI. U nas podstawą jest liczenie jaki jest kosz jednej transakcji (zresztą wspiera to e-commerce w Analytics, nie zawsze idealnie ale daje pogląd).

    Dla start-upu ważne jest pozyskanie bazy klientów, którzy umożliwią budowę marki. Zawsze to kosztuje. Nie ważne czy przez fanpage’a (ktoś go musi prowadzić), mailing na onecie, PR, porównywarki, SEM, Allegro.

    Wiadome, że te kanały które mają najniższy próg wejścia mają najwyższą cenę ( ew. zabijają marżę). Tu jest kluczowa kwestia – stworzyć taki plan który uwzględnia koszt budowy bazy klientów, pozyskanie sprzedaży i jednocześnie wyjście z najmniej rentownych kanałów.

    Kto tego nie liczy tworząc sklep, ten przegrywa. Nie powinno to jednak skreślać całego kanału jakim jest SEM.

  3. mareksy 19 czerwca 2010 at 20:17 #

    napisałeś: „na temat rosnącej konkurencji (a co za tym idzie cen) w obszarze SEM”

    Gdy rośnie konkurencja, to ceny raczej spadają, chyba że doszło do zmowy konkurencyjnej… zwracam uwagę, bo to ważne, by być precyzyjnym w słowie, zwłaszcza, gdy chce się obalać cudze poglądy czy tezy.

  4. Łukasz Plutecki 20 czerwca 2010 at 10:33 #

    @mareksy – konkurencja może rosnąć w obrębie podaży jak i popytu – tak mi się przynajmniej wydaje.

    Możliwe, że lepiej byłoby napisać iż rośnie zapotrzebowanie na usługi SEM. Wtedy nie było wątpliwości.

    Ja jednak zapraszam do dyskusji na temat tego, czy SEM ma sens :)

  5. mareksy 21 czerwca 2010 at 01:28 #

    Czy ma sens SEM…

    Odpowiem pytaniem:
    czy dostosowywałbyś swój samochód (jego konstrukcję) do wymagań producenta radia samochodowego, który sporo wymaga od konstrukcji auta ale nie chce Ci zdradzić tych wymagań, na dodatek wiedząc, że ten producent produkuje tylko jeden model odbiornika, który wg optymistycznych informacji potrafi odbierać 2% wszystkich stacji radiowych?
    Sam widzisz…

  6. Łukasz Plutecki 21 czerwca 2010 at 08:29 #

    @mareksy – teraz mówisz o problemie monopolu Google’a. Nie wina producenta auta, że nikt inny nie potrafi zbudować dobrego samochodu dlatego klienci wybierają jego…

    Druga sprawa jest taka, że producent auta dostarcza bardzo dobre informacje nt. tego jak jeździć i jak serwisować. Natomiast nie chce podzielić się informacjami z specami, którzy chcą sprawiać iż ich samochody zawsze będą na 1 miejscu na światłach (to taki polski zwyczaj, żeby np. z pasa do skrętu jechać na wprost).

  7. Mirek Połyniak 7 lipca 2010 at 17:19 #

    skopiuję swój komentarz z blogu Marcina Belawajdera:
    hmm? jak w takim razie odnieść się do danych empirycznych, że ruch z wyników organicznych daje najlepsze parametry na serwisie e-commerce? co przekłada się m.in. na konwersje
    może po prostu warto rozliczać się w modelu ?za ruch?, a nie ?za pozycje?, gdzie płaci się agencji SEM za konkretne rezultaty w postaci ruchu dostarczonego na serwis
    bo niestety znam też przykłady wysokich pozycji, które na nic sensownego się nie przekładały?

  8. Łukasz Plutecki 7 lipca 2010 at 18:13 #

    @Mirek – ja bym powiedział, że zależy jak leży ;) z tego co się orientuje to najczęściej najwyższą konwersje uzyskuje się z wew. newslettera – ale to nie jest pozyskiwanie nowych klientów.

    Jeśli idzie o źródła zewnętrzne to mamy różne doświadczenia. Osobiście popieram wynagrodzenie za ruch – my osobiście uwzględniamy przy tym parametry ruchu (np. bounce rate, długość wizyty – nie konwersje, bo na konwersje wpływa np. cena, jakość zdjęć, opisów).

    Z tym że jako właściciel sklepu nie oceniałbym tylko konwersji ale koszt transakcji w cenie sprzedaży. Bo można mieć duża konwersje przy CPC = 4zł i mała (np. 3 razy mniejszą) przy CPC = 0,30zł…

    Na końcu popatrzyłbym na zestawienie koszt transakcji vs marża. No bo co z tego, że udział w cenie mały jak i marża mała…

    A Marcin to wszystko wie tylko prowokuje ;)

  9. mareksy 21 lipca 2010 at 01:45 #

    Ale nie można debatować nad zjawiskiem bez podmiotu, który tym zjawiskiem zarządza jako monopolista!
    Poza tym, monopol Google nie wziął się z palca.
    Poza tym ten monopol sprawia, że nie mamy alternatywy, co pozwala zmieniać reguły gry monopoliście w trakcie gry.
    Z SEM jest o stopień gorzej, reguły gry są zmieniane w trakcie gry oraz gracze nie dostają informacji o zmianie… przepraszam, ale ja chrzanię taką grę, bo to nie jest biznes, to jest piaskownica. Gdyby giełda tak działała, dawno by ją zamknięto.

    Poza tym narzędzia do dyspozycji są głupie.
    Przykład, mam pewną stronę, ogromny bouncing i nie jeden, nie dwóch zakrzyknie, to źle, to bardzo źle. Google też tak myśli. Gówno prawda, strona to czołówka, która nie ma podstron i z czołówki odsyła na inne serwery (nie moje). Niestety Google nie potrafi tego ująć… mnie to nie dziwi.

    P.S. BTW. Twój przykład jest chybiony, ja mówiłem o producencie radia samochodowego (pozycjonowanie w wyszukiwarce), który kręci rynkiem samochodowym (internet) ;)


Spodobał Ci się ten wpis? Napisz komentarz