Ty zwykł… bloger jesteś, a nie jakaś gwiazda!

Gdy człowiek pojeździ trochę na konferencje, zapisze się do kilku RSS-ów, zaprzyjaźni z paroma osobami które mają powyżej 1000 kontaktów na fejsie i +500 followersów na Twitterze, zaczyna żyć w świecie Social Media. Na jego wallu przewijaja się szanowane w branży avatary, ludzie pod których wypowiedziaim pojawia się 30,50,100 komentarzy.

WOW, tak wygląda prawdziwa popularność, bycie wpływowym. Chce być taki jak oni!

„Przecież Ty zwykła ku… jesteś!”
Użyję tu słów wypowiedzianych w jednym z filmów (Psy 2 czy inny Pan Tadeusz) przez Bogusława Lindę. Z całym szacunkiem dla blogerów i celebrytów social media, ich status gwiazdorski i „wpływowość” w realu jest mniejsza niż gwiazdy 2 odcinków Tańca z Gwiazdami, osoby która przeszła do 3 rundy Mam Talent, wystąpiła w 4 odcinkach serialu na TVN-ie, który po jednym sezonie został zdjęty. Do większej liczby osób dociera etatowy dziennikarz z Newsweeka, a gwiazda i wpływowy to jest Kuba Wojewódzki, Doda czy Krzysztof Ibisz.

Sorry panowie (i trochę rzadziej panie) – czytam Wasze blogi, oglądam video na YT, wpadam na prezentacje na konfach, ale tak naprawdę traktuje to wszystko z lekkim przymrużeniem oka (tak sam piszę, sam występuje, sam mrugam do siebie okiem).

Branża e-handlu b2c z którą jestem związany zaliczy mniej więcej 20 mld przychodu w tym roku (licząc że poza Allegro jest duża szara strefa małych sklepów może będzie to 25 mld), a jedna sieć należąca do Portugalczyka, której nazwa pochodzi o sympatycznego owada w kropki, w 2012 zaliczy 30 mld przychodu…

Mam wrażenie, że żyjemy trochę w iluzji iż robimy rzeczy wielkie, to co mówimy wpływa na losy świata, a przynajmniej połowy Polski, iż nasz artykuł spowoduje jakaś zmianę. Od czasu do czasu mówie sam do siebie GET REAL. Zbliża się koniec roku, życzę wszystkim aby ich działania były w 2013 trochę bardziej REAL 🙂

ps.
Status „gwiazdy” social media pozwala wyrwać się z zaklętego kręgu do którego zaraz po studiach wrzucana jest większość z nas (cv, praca korpo, awans, inne korpo, avans, 10g/dobę, wyjazd integracyjny, laptop służbowy, awans, praca 12g/dobę..) i otrzymywać w miarę przyjemne wynagrodzenie za dosyć trywialne zajęcia. Jeśli Ci to odpowiada i czujesz się z tym dobrze, to dobrze 🙂

Jak będzie wyglądał domowy media center? O przyszłości wieży HiFi i odtwarzacza DVD

W tym tygodniu pojawiły się informacje o dwóch znaczących ruchach biznesowych gigantów – Google uruchomiło zakup filmów w usłudze Google Play w Niemczech, Apple dogaduje się z operatorami kablówek w USA, ich oferta programowa ma być dostępna w urządzeniach Apple.

20 lat temu sytuacja była bardzo prosta. Kupowało się taśmy magnetofonowe i video, muzykę można było słuchać na magnetofonie w wieży albo w tzw. bumboxach. Filmy z wypożyczalni, od sąsiada czy giełdy uzupełniały ofertę programową telewizji naziemnej i stacjonarnej. W międzyczasie pojawiła się telewizja cyfrowa oraz kablówki.

W każdym razie jak ktoś miał nagranie czy film, to wkładał go do odtwarzacza i cieszył się utworem. Najczęściej w domu było 1, maksymalnie 2 miejsca gdzie oglądało się filmy i kilka gdzie można było posłuchać muzyki. Zakupiony czy skopiowany album można było posłuchać na walkmanie (potem odtwarzaczu CD), wymienić się czy pożyczyć znajomym.

Obecnie sytuacja drastycznie się zmienia, w przeciętnym domu urządzeń jest już kilkanaście:

  • 2-3 komputery (desktopy, laptopy),
  • 1-2 telewizory,
  • odtwarzacz cd/dvd/divix,
  • kilka telefonów (w tym coraz większy udział maja smartphone-y),
  • tuner satelitarny z możliwością nagrywania i odtwarzania divix,
  • xbox/playstation,
  • tablet.

Filmy i muzykę można nabywać (zdobywać) w postaci:

  • tradycyjnego CD/DVD,
  • mp3/avi – w sklepach internetowych, iTunes, niebawem Google Play, Amazon,
  • mp3/avi – na komputerze,
  • sklepie MS/Sony w konsolach,
  • itp.

Zmierzam do tego, iż film, album został pozbawiony nośnika, który był jednocześnie ucieleśnieniem naszego prawa własności do utworu. Dodatkowo ułatwiał zarządzanie tym prawem – gdy kupiłem CD mogłem go włożyć do wieży i posłuchać, czy zabrać do samochodu, w podróż. Dodatkowo bardzo często okładka stanowiła sam w sobie Utwór.

Nowe nośniki (a właściwie ich brak) pozbawiają nas możliwości fizycznego kontaktu z utworami. Utrudniają także zarządzanie naszą muzyką. Teoretycznie jest łatwiej – kupić można za pomocą internetu, pobrać w ciągu kilku minut, wgrać na telefon, nagrać na płytę, posłuchać na komputerze, w wierzy itd. Okazuje się jednak iż to wymaga dodatkowych nakładów – weź płytę, nagraj na CD, podłącz telefon, itd. Tu z pomocą przychodzą różnego rodzaju serwisy internetowe w tym iTunes, Google Play, Amazon, jednak główny problem z nimi to fragmentaryzacja, niedostępność we wszystkich urządzeniach (wieża nie potrafi łączyć się z Google Play czy Amazonem).

Quo vadis?

Zastanawiam się jaki będzie finał tych zmian. Z jednej strony giganci starają się zająć jak największy udział w rynku na początku drogi która się formuje. Apple wyznaczyło kierunek swoim iTunes, Amazon zdobył także spory udział w rynku, do walki włączył się Google z Play oraz MS z Xbox Live.

Główny problem pozostaje jednak nierozwiązany. Wieża, telewizor, odtwarzacz cd nie potrafią korzystać z zasobów w chmurze. Aby w pełni korzystać z dobrodziejstw nowych formatów należałoby zakupić cały system – na razie dotyczy to jedynie Apple, zapewne niebawem Google będzie oferowało podobne rozwiązania. O ile w bogatych krajach (USA, UK, Kanada, skandynawia) użytkownicy mogą sobie pozwolić na zakup 2 komputerów, 3 telefonów i urządzenia AppleTV, w znacznej części Europy i w wielu krajach innych kontynentów na razie nie wchodzi to w grę. Dodatkowo decyzja o wejściu w dany system wiąże się z uzależnieniem od jednego dostawcy, w przypadku gdy będziemy chcieli lub musieli zmienić system (bo np. zmieniamy pracę) wiązać to sie może z dużym wysiłkiem lub utratą danych.

Wydaje mi się, iż w najbliższych latach musi pojawić się uniwersalny standard i mechanizmy umożliwiające przenoszenie danych z 1 chmury do drugiej. Zapewne nie będzie to proste – bo każdy z wielkich chce zdobyć użytkowników i zatrzymać ich najdłużej (chociażby siłą), ale na dłuższą metę wydaje mi się, iż taka sytuacja nie służy klientom końcowym, a więc nie może trwać wiecznie…

 

Uważaj na fake-owe profile na Facebooku (infografika)

Osobiście nie traktuje fake-owych profili jako problem, nie umieszczam na swoim profilu prywatnych danych, traktuje go bardziej jako profil publiczny (podobnie zresztą jak profil na Google+). Jest to jednak związane z moją pracą zawodową. Wiele osób korzysta jednak z Facebooka w ten sposób, iż umieszcza tam wiele prywatnych danych i informacji. W takich wypadkach warto uważać kogo dodaje się do znajomych.

A jak wygląda przeciętny udawany profil? Zobaczcie na infografikę:

Zagrożenia na Facebooku

Jak tworzyć klikalne tytuły artykułów

Nie ważne co napiszesz, ważne jak to zatytułujesz – smutne ale prawdziwe. Internauci lubią klikać tytuły artykułów, którym nadano atrakcyjne tytuły. Ale co to znaczy atrakcyjne?

Dziś pojawił się ciekawy artykuł na SEOmoz. Polecam: http://www.seomoz.org/blog/are-your-titles-irresistibly-click-worthy-viral.

Dla tych którzy nie lubią czytać długich artykułów przygotowałem skrót:

  1. Twórz zaskakujące, wzbudzające zaciekawienie tytuły – np. SEO nie jest kompletną strategią marketingową.
  2. Podkreślaj korzyści z przeczytania artykuł, używaj zwrotów które do tego służą – np. 7 sposobów, jak zyskać, wprowadzenie do itp.
  3. Używaj przymiotników określających emocje – ekscytujące, zaskakujące, nieprawdopodobne, niesamowite itd.
  4. Staraj się aby tytuły były bezbłędne, krótkie, mieściły się w 1 linii.
  5. Spełniaj oczekiwania w treści artykułu, które wzbudzasz tytułem – nawet najlepsze tytuły, które nie spełniają oczekiwań użytkowników, nie przysporzą Ci fanów w przyszłości.