Równowaga popytu i podaży

Codziennie przejeżdżam koło stacji benzynowej i obserwuje wahania cen ropy – 5.05, po 2 tygodniach 4.80, teraz znów powyżej 5.10. Przypominają mi się wtedy zajęcia z mikroekonomii. Pierwszy rok studiów – człowiek chodził na wykłady, wierzył w prawdę najwyższą itd.

Na tych zajęciach poznawaliśmy zasadę równowagi popytu i podaży i ceny równowagi. Jeżdżę koło tej stacji i drapię się po głowie – „gdzie tu sens, gdzie logika”. W kraju mniej więcej tyle samo samochodów, ludzie nie jeżdżą ani mniej, ani więcej, nie odkryto żadnych nowych złóż ropy, nie powstała konkurencja, nie stwierdzono iż ropy zabraknie w ciągu 2 tygodni itd. a ceny skaczą i spadają jak szalone…

Gospodarka już dawno się zatraciła. O cenach nie decyduje podaż i popyt lecz „siły rynkowe”. Różnego rodzaju podmioty i instytucje kupują, sprzedają, „inwestują i pomnażają kapitał”. Kiedyś do transakcji dochodziło wtedy gdy spotykały się 2 osoby lub firmy, wymieniały towary lub oddawały towar za złoto czy pieniądz. Teraz o cenie ropy decyduje często grupa ludzi, która nigdy tej ropy nie widziała, kupuję ją i sprzedaje obserwując jedynie zmiany liczb na kontach. Inwestują nieswoje pieniądze, ludzi którzy także tych pieniędzy nie oglądają – a a już na pewno nie oglądają ropy. Co więcej często ludzie Ci – dzięki sprytnie wymyślonym „instrumentom finansowym” – inwestują wielokrotnie więcej niż posiadają w rzeczywistości.

I tak o to żyjemy w świecie w którym ropa przelewa się głównie z konta na konta i to w wolumenach wielokrotnie przewyższających fizyczne potrzeby ludzkości. Ot taki off topic wakacyjny. Komu w drogę temu ropa droga 🙂