Solidarność – jestem na nie!

Niestety lata w których Solidarność walczyła o wolność i lepsze życie większości Polaków dawno minęły, a ja niekoniecznie pamiętam.

Pomimo, iż jestem  wdzięczny za to że żyjemy w wolnym kraju i doceniam znaczenie Solidarności, działania które podejmuje obecnie związek i stawiane postulaty są dla mnie totalnie nie do przyjęcia.

Nie bronię przy tym Tuska, to co wyprawia premier z wicepremierem Rostowskim – tworzenie kolejnych przepisów które nadawałyby się na scenariusz filmu „1984”, nadaje się na oddzielną poprawkę. Niestety obecny premier stracił dawno moje zaufanie – trudnych reform jak na lekarstwo, a jedyny sposób na radzenie sobie z kryzysem to zacieśnianie pętli wokół szyi podatników (z dużym naciskiem na szyję MSP).

Wracając do Solidarności i związków. Związki w każdej gospodarce rynkowej (dojrzałej) forsują zmiany, które sprawiają iż rynek pracy staje się małoelastyczny – jak jest dobrze i gospodarka rośnie to rzeczywiście może i chronią pracowników, przesuwając część zysków do ich kieszeni.

Jak jest źle i gospodarka się kurczy to związki są małoelastyczne, nie chcą oddać ani 1 przywileju. Ponieważ pracownicy w złych czasach patrzą władzą szczególnie na ręce, te walczą głównie o posady – przewodniczący musi się utrzymać, nawet kosztem problemów finansowych firm i zwolnień w przyszłości.

Przesadzam? Zobaczymy jakie zasługi związki miały w gospodarkach takich krajów jak USA, Francja czy Hiszpania. Co stało się z Detroit, gdzie siła związków była bardzo duża?

Rynek pracy w Polsce jest już szczególnym przypadkiem gospodarki rynkowej. Oprócz Prawa Pracy jest przynajmniej kilkadziesiąt kart – nauczycieli, policjantów, strażaków, lekarzy, hutników, górników itp. To są dokumenty mające po 30-40 lat. Często odnoszą się do zupełnie innych standardów (jak zmieniła się jakośc pracy górników – nie wszystkich – czy hutników przez ostanie 30 lat?) lub były tworzone przez ówczesną władzę aby uciszyć ważną grupę społeczną.

Niestety poza historyczną wdzięcznością dla Solidarności, w tym momencie jest to w dużej mierze utrudnienie, bieg wsteczny i grupka która walczy o przywileje a nie o to żeby dana gałąź stała się nowoczesna, konkurencyjna, tworzyła miejsca pracy, polepszała jej jakość.